9.03.2014

Rozdział 7 - Kocham Cię!

*2 dni później*

Leon

Przed chwilą dostałem sms'a od Fran.
"Violetta jest bezpieczna. Jak będziesz chciał ją zobaczyć to dzwoń"
 Ta dziewczyna czasami serio nie myśli. Jeszcze się pyta, czy chcę zobaczyć Violę?! Pff. Od razu do niej zadzwoniłem.
- Już się stęskniłeś? - spytała z poirytowaniem Francesca
- Już na początku musisz zadawać głupie pytania? - odpowiedziałem z takim samym tonem.
- Wiesz, chciałam ci powiedzieć, gdzie jesteśmy, ale widzę, że na to nie zasłużyłeś.
- Dobra, przepraszam.
- Od razu lepiej. Wiesz, gdzie mieszka mój brat? Na granicy Buenos Aires.. - nie dokończyła, bo jej przerwałem:
- Gdzie?! Jak wy tam tak szybko dojechałyście?!
- Możesz mi nie przerywać?!  - krzyknęła do słuchawki - Ekhem.. Więc przyjedź pod dom Luki, a potem powiem ci co dalej.
- Dobra. Postaram się dojechać jak najszybciej
- Nikt nie mówił, że będziemy na ciebie czekać - droczyła się.
- Zabawne. Violetta już pewnie nie może się doczekać, aż mnie zobaczy.
- Jaki skromny.. Dobra muszę kończyć. Do zobaczenia - powiedziała i się rozłączyła.

Francesca

Musiałam zadzwonić do Leona, inaczej Violetta by się załamała. Potrzebowała kogoś jeszcze bliższego ode mnie. Zresztą nie dziwię się jej. Na pewno dziwnie się czuła uciekając przed własnym ojcem. Nie wiem, czy dałabym radę zrobić coś takiego. Przede mną udawała, że wszystko jest dobrze, ale jak zajrzała do jej pokoju widziałam, jak płacze.. Mimo wszystko muszę teraz być przy niej, inaczej całkiem się załamie.
- Czujesz się lepiej? - spytałam wchodząc do pokoju Violi
- Tak.. trochę - spróbowała się uśmiechnąć.
- Chodź tu - powiedziałam i mocno ją przytuliłam - Podjęłaś dobrą decyzję. Inaczej już nigdy byś nas nie zobaczyła.
- Wiem.. Ale martwię się o tatę.. Jeśli on nie poradzi sobie beze mnie? - w jej oczach zaczęły pojawiać się łzy
- Czy on myślał o tobie, jak kazał ci wyjeżdżać? Wiedział, że masz tu życie, ale nie zważał na to. Więc dlaczego ty masz się nim przejmować?!
- Nie wiem, Fran. Nie wiem. - powiedziała i zakryła twarz rękoma. - Dziękuję, za to, że jesteś obok mnie. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
- Ja też nie wiem - uśmiechnęłam się - Dobrze, a teraz lepiej się szykuj, bo niedługo będzie tu Leon.
- Co?! Dopiero teraz mi mówisz?! - od razu się zerwała. - Muszę się naszykować! - krzyknęła i wybiegła do łazienki.
Chociaż trochę się ożywiła. Dobrze zrobiłam, że zadzwoniłam po jej chłopaka. Mam nadzieję, że jak przyjedzie wróci do niej życie.

Marco


Francesca nie daje znaku życia już od dwóch dni. Nawet nie pojawia się w studio. Nie wytrzymam dłużej w niepewności, muszę do niej zadzwonić!
- Marco? Kochanie, czemu dzwonisz? - wydawała się zdziwiona
- Jeszcze pytasz? Nie odzywasz się do mnie dwa dni! Martwię się o ciebie!
- Kotku jestem cała, nie przejmuj się. Ale na razie się nie zobaczymy.. Muszę pomóc przyjaciółce.
- W czym?
- Za dużo by mówić. Opowiem ci, jak wrócę do mojego domu.
- Mogę chociaż wiedzieć kiedy?
- Postaram się do końca tego tygodnia.. Na razie nie mogę zostawić Violi samej. Przepraszam, muszę kończyć. Kocham cię! - rozłączyła się.
O co jej może chodzić? Musi pomóc w czymś Violettcie? Zresztą jej też nie ma. Mam nadzieję, że nie obraziła się za to, że nie powiedziałem jej, że jestem bratem Leona.. Właśnie! Leon! Może on coś wie! Wątpię tylko, żeby chciał, ze mną rozmawiać.. Pewnie teraz mnie nienawidzi.. Ale to nie moja wina, że rodzice ukrywali przed nami przez ten cały czas, że mamy rodzeństwo.. Mimo wszystko spróbuję może akurat odbierze..
Wybrałem jego numer. Po 5 sygnałach miałem już się rozłączać, ale usłyszałem głos w słuchawce:
- Czego chcesz? - spytał oschłym tonem
- Wiesz, gdzie jest Francesca? - od razu przeszedłem do rzeczy
- Może.
- Mógłbyś być tak miły i mi powiedzieć?
- A jak nie to co?
- Cholera! Musisz się na mnie mścić za to, że rodzice nie mówili nam, że mamy brata?! To nie moja wina! Ja tak samo nic nie wiedziałem, ale do ciebie nic nie mam!
- Czyli ty też nic nie wiedz.. - nie dokończył, bo coś przerwało rozmowę. Czy wszystko musi być przeciwko mnie?! Najpierw Fran się nie odzywała, a jak w końcu do niej zadzwoniłem nie powiedziała mi, gdzie jest! Mam tego dość!

Leon

Miałem już mówić Marco, gdzie jest Fran, ale przerwało połączenie.Chłopak nie ma szczęścia. Może nie jest mu dane spotkać się ze swoją dziewczyną? Zadzwonię do niego później. Teraz biegnę przywitać się z Violettą. Nie widzieliśmy się aż 2 dni.
Zapukałem do drzwi i od razu ujrzałem moją dziewczynę
- Leon! - krzyknęła i rzuciła się na mnie
- Violuu. Uważaj, bo mnie udusisz - zaśmiałem się.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że przyjechałeś. - uśmiechnęła się - Kocham cię.
- Ja ciebie też - odpowiedziałem i ją pocałowałem.

___________________
Nie mam weny ani czasu, więc od razu przepraszam za błędy  :<
PS. Następny rozdział nie będzie za szybko, chyba, że dostanę nagły przypływ weny. Postaram się napisać do środy ;)

7.03.2014

Rozdział 6 - Czy to już koniec?

Violetta

Znowu spałam poza domem.. Ciekawe czy ojciec się o mnie martwi.. *piip* *piip* Hę? Dostałam sms'a? Od Germana?!
"O 15:00 masz być w domu. Samolot startuje o 18:00. Jak się nie pojawisz sam po ciebie pojadę"
- Fran chodź tu szybko! - krzyknęłam po przyjaciółkę. Słyszałam, jak wbiegła po schodach i po chwili pojawiła się przede mną.
- Co się stało? - spytała przestraszona
- Zobacz jaką dostałam wiadomość od ojca - mówiłam ze łzami w oczach
- Wiedziałam.. Więc czas zacząć nasz plan - mrugnęła do mnie
- Nie wydaje mi się, żeby wypalił.. On znajdzie mnie wszędzie..
- Czyżbyś chciała się poddać? Aha, czyli już nie chcesz się ze mną codziennie spotykać? - udawała obrażoną.
- Jasne, że chcę głuptasie - przytuliłam ją. - Ale on zrobi wszystko, żeby mnie znaleźć.. Może nawet powiadomić policję o ucieczce. Przecież nie jestem jeszcze pełnoletnia..
- Jest już za późno, żeby o tym myśleć. Wczoraj wysłałam do każdego sms o moim planie i wszyscy chcieli pomóc.
- Właśnie coś mi się przypomniało.. Dlaczego wczoraj wydawałaś się smutna, jak do ciebie zadzwoniłam?
- Bo.. pocałowałam Marco, a potem uciekłam .. - spuściła wzrok
- Dlaczego? A co jeśli jest w tobie zakochany, a to odebrał jako odrzucenie? Mógł pomyśleć "Nie podobał jej się pocałunek.. Pewnie już nawet nie będzie chciała na mnie spojrzeć" 
- Masz rację! Muszę się z nim spotkać i to wyjaśnić. A ty masz tutaj zostać! Moi rodzice wiedzą, co robić, jakby pojawił się German.
- Tak jest! - zaśmiałam się

Francesca

Pożegnałam się z Violettą i szybko wybrałam numer Marco. Mam nadzieję, że odbierze..
- Halo?
- Em.. Hej Marco, tu Fran. Czy chciałbyś się spotkać w studio za 10 minut?
- Jeśli chcesz.. Do zobaczenia - wydawał się smutny.. Może to przeze mnie? Ale to niemożliwe. Przecież mu się nie podobam..
Po chwili byłam na miejscu. Od razu zobaczyłam chłopaka i do niego podeszłam.
- Więc.. Przepraszam za wczoraj. To było silniejsze ode mnie.. Nie chciałam tego zrobić..
- Czyli po prostu się mną pobawiłaś?
- Nie! Marco to nie tak! Ja po prostu wątpię w to, że ci się podobam.. Bo tobie to może się wydać dziwne, ale... kocham cię - mówiłam ze spuszczoną głową
- Dlaczego miałabyś mi się nie podobać? - uśmiechnął się - Może byśmy spróbowali być razem? Chcesz?
- Chcę - odpowiedziałam.
- Więc gdzie idziemy na pierwszą randkę? - spytał rozpromieniony
- Nie ważne gdzie, ważne, że z tobą.
Ten dzień był najlepszym ze wszystkich. Spędziłam go z chłopakiem, którego kocham.
Nawet nie wiedziałam, że potrafi tak pięknie śpiewać i grać na gitarze. Marco jest idealny!

Wróciłam do domu z szerokim uśmiechem, który zniknął, jak tylko przekroczyłam próg. Zobaczyłam zapłakaną mamę. Jak tylko mnie zobaczyła wstała i zaczęła przepraszać.
- Mamo.. Co się stało? - spytałam wystraszona
- Kochanie.. Przyszedł tu ojciec Violetty, a my zrobiliśmy jak kazałaś.. Ja go zagadałam, a twój tata szybko wyprowadził samochód i pojechał z twoją przyjaciółką. Myślałam, że wszystko się udało. Ale po dwóch godzinach zadzwoniła policja i powiedziała, że mieli.. wypadek - wybuchła płaczem
- C-co?! Ale czy oni ż-żyją?!
- Violetta tak, ale dobrze wiesz, że zadzwonią do jej ojca, a on ją wywiezie! Już nigdy jej nie zobaczysz..
- A tata?! Co się stało z tatą?! - krzyczałam przez łzy.
- Jest w stanie krytycznym.. nie wiadomo, czy przeżyje..
- I ty tu tak bezczynnie siedzisz?! Musimy jechać zabrać stamtąd Violette! Możliwe, że stracę ojca, ale chcę zachować chociaż przyjaciółkę!

*szpital*

Violetta

Martwię się o tatę Fran. Przez to, że był kierowcą doznał ciężkich obrażeń.. I pomyśleć, że to wszystko moja wina.. Jakbym posłuchała się ojca nie skończyłoby się tak.. Zastanawiałam się, co mam teraz zrobić, gdy do mojej sali szpitalnej wparował German.
- Tato?! Co ty tutaj robisz?!
- Mówiłem, że po ciebie przyjadę. - w jego głosie nie było słychać ani krzty zamartwienia. Mówił obojętnym głosem, jakby wcale go nie obchodziło, czy jestem cała. Znowu coś we mnie wybuchnęło. Miałam się na niego wydrzeć, gdy do sali weszła Francesca z mamą.
- F-Fran? Co ty tutaj robisz? - spytałam zdziwiona
- Przyjechałyśmy ciebie zabrać! - odrzekła - A panu dziękujemy! To wszystko pana wina! Jakby nie to, że przez pańskie widzimisię musiałam chronić Violettę, nic nie stałoby się mojemu tacie! I jeszcze ma pan czelność się tu pokazywać?! - krzyczała moja przyjaciółka. German stał jak wryty. Nie widział, co powiedzieć.
- Idziemy Violu. - rzekła pani Caviglia [matka Francesci] i wyciągnęła mnie z sali.
Pozwalałam jej się prowadzić, ponieważ sama nie wiedziałam, co mam robić. Nagle Fran krzyknęła, że goni nas mój ojciec. Przyspieszyłyśmy tępo i szybko wsiadłyśmy do samochodu. Nie wiedziałam, gdzie jedziemy, ważne żebym była z moimi przyjaciółmi.. Reszta mnie nie obchodzi..
___________________________
Więęc nie jest to ostatni rozdział ^^ Jeszcze nie wiem, ile ich będzie, ale postaram się napisać ja najwięcej ^-^

5.03.2014

Rozdział 5 - Wszystko się komplikuje

Violetta


Wróciłam do domu, żeby zabrać prezent dla Leona i już miałam wychodzić, gdy w drzwiach stanął mój ojciec. Bardzo mnie to zdziwiło, przecież miał wrócić dopiero za kilka dni. German wyglądał na złego. Mam nadzieję, że nie dowiedział się, że spałam u mojego chłopaka.
- Violetto, musimy porozmawiać. - zaczął. Nie podobał mi się jego ton.
- O co chodzi?
- Wiem, że już długo tu mieszkamy.. Ale przecież znasz naszą sytuację. Mam pracę i nie mogę siedzieć cały czas w jednym miejscu. Ja wiem..wiem, że masz tutaj wielu przyjaciół, ale we Francji na pewno też ich znajdziesz. - Zamurowało mnie. Czy on żartuje?! Przecież nie może mi tego zrobić! Nie zostawię Leona! Dlaczego zawsze jak zacznie się układać mój ojciec wszystko psuje?! Ale nie, tym razem mu to tak łatwo nie pójdzie!
- Ja nigdzie nie wyjeżdżam! - wykrzyczałam - Chcę mieszkać tylko tutaj! Jak będę musiała to przeprowadzę się do Angie!
- Violetto nie pyskuj! Nie pytałem cię o zdanie, tylko chciałem, żebyś wiedziała, że wyjeżdżamy. Daję czas, na pożegnanie się z przyjaciółmi. Ale za 2 dni masz tutaj czekać z walizkami!
- Nienawidzę cię! - krzyknęłam przez łzy i wybiegłam. Nie wiedziałam, co mam robić. Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. To był Leon.. Nie chcę z nim teraz rozmawiać, nie chcę, żeby słyszał jak płaczę, nie chcę, żeby się o mnie martwił. Nie wiem, co Marco mu powiedział, ale nie wydaje mi się, żeby przekazał jakąś dobrą wiadomość. Poszłam na "naszą ławeczkę", na której Leon pierwszy raz mnie pocałował. Cholera! Całkiem zapomniałam o jego przyjęciu urodzinowym! Przecież zaczęło się już godzinę temu!

Leon

Przyjęcie już trwa dość długo, a Violetty ciągle nie ma. Pytałem każdego, ale nikt jej nie widział. Nie odbiera nawet telefonów ode mnie. Co jak jej się coś stało? Martwię się o nią. Nie mogę tutaj bezczynnie siedzieć. Idę jej poszukać. Mam nadzieję, że będzie w swoim domu.
Na szczęście Viola mieszka niedaleko, więc szybko doszedłem. Zadzwoniłem do drzwi. Nie spodziewałem się, że otworzy mi jej ojciec!
- Yyy.. Dzień dobry? Jest Violetta? - spytałem.
- Nie ma. I raczej szybko nie wróci. Jak chcesz się z nią pożegnać to szukaj jej na własną rękę. - odpowiedział. Było słychać, że mnie nie lubi. German od zawsze wyrzucał każdego chłopaka, który odwiedził jego córkę. Ale chwila.. Czemu on myśli, że chcę się z nią żegnać?
- Słucham? Dlaczego mam się z nią żegnać?
- Ponieważ wyjeżdżamy za 2 dni. Reszty dowiesz się ode niej. Do wiedzenia. - zamknął mi drzwi przed nosem.
Przecież to niemożliwe.. Violetta wyjeżdża? Na zawsze? Chce mnie zostawić? Może dlatego nie odbierała. Nie chce mnie już widzieć?
Nie wiedziałem, co robić, więc poszedłem do studia. Przebrałem się i już miałem zacząć ćwiczyć układ, gdy usłyszałem dziewczęcy głos. Czyżby to była Vilu?
- Leon! - krzyknęła
Obejrzałem się za siebie. Nie myliłem się - przed moimi oczami stanęła dziewczyna. Chciała mnie pocałować, ale odwróciłem głowę. Nie mam teraz na to ochoty.
- Co się stało Leon?- widać było, że tylko udaje szczęśliwą. Jej oczy były ciągle czerwone. To pewne, że płakała.
- Jeszcze się pytasz? Dlaczego nie powiedziałaś mi, że wyjeżdżasz? - po tym pytaniu Violetta się rozkleiła. Może nie powinienem go zadawać? - Przepraszam. - powiedziałem i mocno ją przytuliłem.
- J-ja sama się o tym dowiedziałam niedawno.. Ale nigdzie nie wyjeżdżam! Chcę być tutaj z przyjaciółmi, z moją ciocią i babcią i z ... tobą.
- Też chcę być z tobą.. Ale przecież nic na to nie poradzisz..Nie będziesz mogła mieszkać na ulicy. Twój ojciec ci na to nie pozwoli...
- Nie obchodzi mnie jego zdanie! - krzyknęła - Zamieszkam u Angie. Już się jej pytałam. Powiedziała, że musi się nad tym zastanowić. Ale przecież to moja ciocia. Nie wyrzuci mnie z domu.


Francesca

Ciekawe co dzieje się z Violą. Leon poszedł jej szukać i już długo nie wracają.
- Jak widzę jubilata nie ma? - spytał Marco
- Brawo Sherlock'u. - odrzekłam.
- Wczoraj byłaś milsza. Coś ci się stało? - powiedział z ironicznym uśmiechem. Nie wiem dlaczego, ale ten chłopak chyba mi się podoba.. Jak spał u mnie w domu długo rozmawialiśmy i poczułam, że na prawdę go lubię. Mimo tego, że znam go tak krótko.
- Nie. Przepraszam. Co tutaj robisz? Może mi wreszcie powiesz po co szukałeś domu Leona? - chciałam się wreszcie tego dowiedzieć.
- I tak się niedługo ci wszystko powie. Wiem, że jesteście przyjaciółmi, więc nie będzie tego przed tobą ukrywał.
- Ale ja chcę wiedzieć już teraz.
- Nie zawsze dostajesz to czego chcesz. Na przykład ja chciałbym cię pocałować, ale tego nie zrobię - jak tylko to powiedział cały się zarumienił i zatkał sobie usta.
Czy ja dobrze usłyszałam? Chciałby mnie pocałować? Może on czuje to samo co ja?
- C-cooo?? - spytałam cała czerwona
- N-nic. Nie chciałem tego powiedzieć.. J-ja muszę już iść.. Do zobaczenia później..
- Nie! Stój! Może i ty być tego nie chciał, ale ja tak.
Sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam.. Ale podobało mi się..? Otworzyłam oczy i popatrzyłam na Marco.. Wyglądał na szczęśliwego. Nie..! Przecież ja nie mam u niego szans. Na pewno jest już zajęty. Ale ze mnie idiotka.. Nie wiedziałam co robić, więc szybko uciekłam do domu. Mam nadzieję, że jutro go nie spotkam.. Nie miałabym pojęcia, jak się zachować..

*następnego dnia*

Violetta

Nie chciałam wczoraj wracać do domu, więc poprosiłam Leona, żebym mogła spać u niego. Na szczęście jego rodzice się zgodzili. Też chciałbym mieć normalną rodzinę i móc żyć z Leonem..Ale niestety muszę być córką milionera, dla którego liczą się tylko pieniądze. Ojciec nigdy o mnie nie myślał. Ważna była tylko praca.. Z zamyśleń wyrwał mnie Leon, delikatnie mnie całując. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Wiesz już jak chcesz powiedzieć dziewczynom o twoim wyjeździe? - spytał
- Nie. Leon już ci mówiłam. Zostaję tutaj! - odpowiedziałam pewna siebie
- Przykro mi Vilu, ale znam twojego ojca. Dobrze wiemy, że nie pozwoli ci tutaj zostać.. Trzeba się z tym pogodzić..
- I ty tak łatwo się poddajesz?! Może wolisz, żebym wyjechała? - mówiłam przez łzy - Czy ty na prawdę mnie kochasz?
- Oczywiście, że tak! Jesteś moim światem! Podobasz mi się odkąd zobaczyłem cię po raz pierwszy. Ale chcę pogodzić się z prawdą.. Wolę nie robić sobie nadziei, że zostaniesz ze mną, mimo tego, że jest to dla mnie trudne...
- Na prawdę mi nie pomagasz ... - odpowiedziałam zrezygnowana i wyszłam.
Potrzebowałam teraz pocieszenia i dodania nadziei, że jednak uda mi się przeciwstawić ojcu.. Chyba jedyną osobą, która mnie zrozumie jest Fran. Muszę do niej zadzwonić.
- Witaj Violu.. Czemu dzwonisz? - nawet przez słuchawkę było słychać, że coś ją gryzie. Czyli nie tylko ja mam życie do bani..
- Hola. Mogę do ciebie wpaść? Mam problem..
- Jasne. Będę czekać. Pa. - pożegnała się.
Przez całą drogę do jej domu rozmyślałam o tym, co będzie, jeśli stanie się tak, jak mówił Leon.. Możliwe, że Angie nie będzie chciała mnie przyjąć.. 
Nawet nie zauważyłam, kiedy doszłam na miejsce. Zapukałam, a po chwili ujrzałam moją przyjaciółkę. Nie wytrzymałam i rozpłakałam się jak dziecko.
- Co się stało? - spytała poruszona dziewczyna
- Fran.. Ojciec chce mnie znowu zabrać.. Każe mi wyjechać z kraju razem z nim. Ale ja tego nie chcę! Ja chcę tu zostać z wami! Nie dam rady znowu tracić przyjaciół! - krzyczałam, a po moich policzkach cały czas ciekły łzy.
- Co?! On jest niemożliwy! Wiedziałam, że kiedyś to nastąpi, ale nie spodziewałam się, że tak szybko! Przecież ty nie możesz się na to zgodzić! Moi rodzice pozwolą ci u mnie zamieszkać na jakiś czas, a potem znajdziemy ci inny dom. Zrobię wszystko, żebyś tylko została! 
Za to ją kocham. Umie mnie zawsze pocieszyć i wesprzeć. Tym bardziej nie chcę jej tracić.
- Dziękuję - powiedziałam lekko się uśmiechając - jesteś wspaniała!  - uścisnęłam ją.
- Teraz tylko musimy wymyślić, co zrobić, żeby nie znalazł cię ojciec..

Leon

Violetta wyglądała na zawiedzioną. Może serio źle zrobiłem mówiąc te rzeczy. Pewnie ją przygnębiłem.. Nie zadzwonię do niej, bo pewnie i tak nie odbierze. Jestem idiotą.. Psuję ostatnie dane nam dni. Idę jej poszukać. Jest pewnie u Fran, albo Cami. Przecież nie poszłaby do domu. Pierwszą odwiedzę Fran, jest bliższa Violi.
Już po 10 minutach stałem pod domem Fran. Zapukałem, a po chwili ujrzałem ciemnowłosą.
- Jest u ciebie Violetta?
- Jeśli tak to co? Znowu przyszedłeś ją dołować? 
- Nie.. Chciałem ją przeprosić i wykorzystać czas, jaki nam został.
- Czyli dalej myślisz, że ojciec ją stąd zabierze? Leon, jesteś idiotą. - wypaliła
- Co? - spytałem lekko wkurzony
- Tylko stwierdzam fakty. Nikt normalny nie uwierzyłby w to, że pozwolę jej wyjechać.
Miałem jej już coś odpowiedzieć, gdy zobaczyłem Violettę schodzącą na dół. Podeszła do mnie i chwilę staliśmy bez słowa. Nie wiedziałem, co mam robić.. Na szczęście moja dziewczyna przerwała ciszę i mnie przytuliła. Cieszę się, że nie jest zła.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też. Chcę żebyś była obok mnie już zawsze..
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - szeroko się uśmiechnęła.
- Czyżbym o czym nie wiedział? - uniosłem brwi. Musiałem zabawnie wyglądać, bo Violetta zaczęła się śmiać.
- Dowiesz się w swoim czasie kochanie. - odpowiedziała i mnie pocałowała.

__________________________________
Nikt tego nie czyta, więc zdecydowałam, że następny rozdział będzie ostatnim ^-^ Chyba, że pod tym będzie 1 komentarz (co jest niewykonalne, więc jestem przygotowana na koniec c;)

4.03.2014

Rozdział 4 - Najlepszym prezentem jesteś ty

Leon

Fran poszła po chłopaka, który u niej spał, więc miałem chwilę z Violettą. Nagle Viola zrobiła minę, jakby sobie coś przypomniała.
- Leon! Całkiem zapomniałam! Wszystkiego najlepszego kochanie! - powiedziała i mnie pocałowała. - Niestety nie mam przy sobie prezentu. Ale potem ci go dam. - uśmiechnęła się.
- Najlepszym prezentem, jaki mogłem dostać jesteś ty - odpowiedziałem.
- Te amo ♥
Gdy to powiedziała do pokoju wparowała Francesca z Marco.
- Nie nauczyli cię pukać? - spytałem poirytowany.
- Przecież wiedziałeś, że przyjdę. Nie moja wina, że zebrało ci się na amory. - rzekła dziewczyna.
- Ee? Jestem tutaj. Mogłybyście mnie zostawić sam na sam z Leonem? - odezwał się Marco.
- To aż tak ważne, żeby nie mogły z nami zostać? - spytałem.
- Tak. - odparł. Było słychać, że mówi poważnie, więc mu się nie sprzeciwiałem. Pocałowałem Violettę na pożegnanie i siadłem na łóżku. Ciekawe co ma mi do powiedzenia.
- Ojciec nie mówił ci, że do ciebie przyjadę?
- Chyba widać, że nie. - odparłem.
- Tak jak myślałem.. Będę musiał ci wszystko tłumaczyć.. braciszku. - powiedział z dziwnym uśmiechem. Zadziwiła mnie jego wypowiedź, ale myślałem, że to zwykły żart.
- Chyba nie znamy się tak dobrze, żebyś mógł nazywać mnie bratem?
- Stary chyba na prawdę nic nie rozumiesz. Mówię serio. Jesteśmy rodzeństwem.
- Dlaczego miałbym ci wierzyć? Przecież cię nie znam. Przyjechałeś tu i chcesz mi wmówić, że jesteśmy rodziną. Nie jestem taki głupi.
- Jeśli chcesz możesz zadzwonić do ojca. - powiedział pewny siebie.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Ale postanowiłem zrobić tak, jak zasugerował. Wybrałem numer taty i zadzwoniłem. Po trzech sygnałach odebrał.
-Hallo? Leon? Czemu dzwonisz? 
- Miał ktoś do mnie przyjechać? Np. ktoś z naszej rodziny? - od razu przeszedłem do rzeczy
- Czyli już dojechał.. - powiedział sam do siebie - Tak. Miał cię odwiedzić Marco .. twój brat..
Po tych słowach oniemiałem. Od zawsze myślałem, że jestem jedynakiem, a rodzice nigdy nawet nie stwarzali pozorów, że jest inaczej. Nie miałem ochoty dalej rozmawiać z ojcem, więc odłożyłem słuchawkę. Nie chciałem też patrzeć na Marco. Kazałem mu wyjść. Ku mojemu zdziwieniu nie sprzeciwiał się i szybko opuścił mój pokój. Nie rozumiem, jak on mógł tak łatwo przyjąć, że ma brata. A może wiedział o tym od początku? I tylko mi nic nie powiedzieli? Już wiem dlaczego tak często wyjeżdżali do Włoch. To wszystko jest chore. Po co ukrywali, że mam brata? Nie wiedziałem co mam teraz zrobić. Jedyne co mi pozostaje to zadzwonić do Violetty. Tylko ona mnie rozumie. Wybrałem jej numer i czekałem, aż odbierze. Niestety nie doszło do tego. Mam nadzieję, że nic jej się nie stało.. Przecież zawsze odbierała telefony..

 _____________________________                      
Jestem ciekawa, czy ktokolwiek to czyta, bo zastanawiam się nad usunięciem tego bloga. Więc jeśli interesuje cię ta historia zagłosuj w ankiecie :)

3.03.2014

Rozdział 3 - Wiesz gdzie mieszka Verdas?

Leon 

Wreszcie to zrobiłem! Pocałowałem Violettę. Mam nadzieję, że ona jest tak samo szczęśliwa, jak ja. Gdy oderwaliśmy się od siebie moja dziewczyna (jak ja kocham to słowo) przytuliła się do mnie i powiedziała, że mnie kocha. Zaproponowałem jej, żebyśmy poszli do mojego domu i obejrzeli jakiś film. Vilu od razu się zgodziła. Szliśmy do mnie trzymając się za rękę przez cały czas.
- Czy już mówiłem jak bardzo cię kocham? - spytałem.
- Tak, ale uwielbiam, jak to powtarzasz ♥
Nawet nie zauważyłem, jak przeszliśmy całą drogę do mojego domu. Powiedziałem dziewczynie, żeby poczekała na mnie w salonie, a ja w tym czasie naszykuję coś do jedzenia i wybiorę film. Gdy wszedłem do kuchni usłyszałem pukanie do drzwi. Nie zastanawiając się kto to może być poszedłem je otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach stała Lara. Gdy zobaczyła Violettę obok mnie wściekła się i zaczęła wydzierać.
- Tak szybko znalazłeś sobie zastępstwo?! Ledwo ze mną zerwałeś, a już zapraszasz swoją "dziewczynę" do siebie?! Tego bym się po tobie nie spodziewała! - krzyknęła Lara
- Lara z nami już koniec. Powinnaś to zrozumieć. Między mną, a tobą nigdy nie było prawdziwego uczucia!
- Sugerujesz, że cały nasz związek był tylko jednym wielkim kłamstwem?!
- Leon.. Może ja pójdę? - spytała smutna Violetta
- Nie! To raczej Lara powinna to zrobić! - jak tylko to powiedziałem zamknąłem drzwi przed nosem mojej byłej. Nie chcę, żeby przeszkadzała mi i Violettcie. Chcę być wreszcie szczęśliwy.
- Nie powinieneś tak postępować.. To było niemiłe. - powiedziała Viola
- Wiem.. Przepraszam. Ale nie chciałem, żeby ktoś nam przeszkadzał. Kocham cię i chcę być tylko z tobą - przytuliłem dziewczynę
- Też cię kocham..


Marco

Rodzina Verdas.. Muszę szybko znaleźć ich dom. Inaczej będę musiał spać na dworze. Ojciec miał zadzwonić do Leona, ale pewnie zapomniał.. Tak samo, jak zapomniał mu powiedzieć, że ma brata.. Ciekawe jak zareaguje na to, że nie jest jedynakiem.
Tylko jak mam znaleźć jego mieszkanie? Pierwszy raz jest w Buenos Aires. Może ta dziewczyna będzie wiedziała, gdzie mieszka. Wygląda na obeznaną.



Francesca

Chciałam właśnie dzwonić do Leona, żeby dowiedzieć się, jak ma zamiar powiedzieć o wszystkim Violettcie, gdy podszedł do mnie jakiś chłopak. Nigdy wcześniej go nie wiedziałam, musiał się tu dopiero wprowadzić.
- ..Hola ? - przywitał się. Sądząc do akcencie musiał być Włochem. 
- Hola.
- Wiesz może gdzie mieszka Leon Verdas?
-.. A po co ci to? - Czego on może chcieć od Leona? Jakby był jego przyjacielem wiedziałby gdzie mieszka. Chyba nie powinnam podawać mu adresu..
- Jego rodzice mnie tu przysłali, ale nie mogę nigdzie znaleźć jego domu. Pomożesz mi? - spytał.
- Nie wiem, czy powinnam...

*następnego dnia*

Violetta

Gdy się obudziłam nie poznawałam miejsca, w którym jestem. Praktycznie nic nie pamiętałam. Jednak po chwili wszystko mi się przypomniało. Oglądaliśmy filmy z Leonem, a ja widocznie usnęłam. Chłopak musiał mnie zanieść na górę i położyć.. Gdy o tym myślałam do pokoju wszedł nie kto inny, jak mój ukochany. 
- Witaj piękna. Jak się spało? - spytał i pocałował mnie delikatnie.
- Świetnie, ale czemu mnie nie obudziłeś? Masz szczęście, że mojego taty nie ma w domu, bo zrobiłby mi niezły cyrk, jakbym wróciła na drugi dzień!
- Nie przejmuj się zadzwoniłem do Olgi i powiedziałem jej, że będziesz dzisiaj spała u mnie. Twój genialny chłopak o wszystkim pomyślał. - odparł uśmiechając się.
- Jesteś cudowny - powiedziałam i zbliżyłam do niego, aby go pocałować. Dzieliły nas milimetry, gdy do pokoju wbiegła Fran. Wyglądała na zdziwioną. Zresztą miała powód. Nie miałam czasu, żeby jej powiedzieć, że jestem z Leonem.
- Co tu się... - zaczęła - a zresztą nie ważne. Cieszę się, że jesteście razem. Ale mamy problem Leon. Jakiś chłopak cię szuka i mówi, że twoi rodzice kazali mu tu przyjechać. Spodziewałeś się kogoś? 
- Co? - chłopak wyglądał na zaskoczonego - Raczej nie. Wiesz chociaż jak się nazywa?
- Mówił, że ma na imię Marco. Więcej nie mogłam od niego wyciągnąć. I tak musiał spać u mnie w domu, bo nie chciałam go prowadzić do ciebie. Nie wiedziałam kim on dla ciebie jest. - odparła Fran.
- Zaprowadziłaś nieznajomego chłopaka do swojego domu? - Leon zabawnie podniósł brwi do góry. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Wyglądał na miłego i było widać, że nie miał złych zamiarów! - tłumaczyła się dziewczyna. - Przyjedźmy do rzeczy. Marco czeka u mnie w domu, mam go tu przyprowadzić?
- Jasne. Skoro już tutaj przyjechał. Przecież nie będzie mieszkał cały czas u ciebie. - zaśmiał się.